OBCIĘŁAM (metrowe) WŁOSY

3/30/2016 07:19:00 PM



...a właściwie nie ja swemi ręcami, tylko Bartosz Wolak w gliwickim studio. Opowiem Wam oczywiście wszystko po kolei, ale żeby od razu zaspokoić Waszą ciekawość, już teraz prezentuję Wam (część) zmiany.


108 centymetrów - 42 centymetry, licząc oczywiście od początku przedziałka nad czołem.

Kluczową różnicą, oczywiście oprócz długości, jest to, że moje "dawne" włosy wyglądały dobrze przede wszystkim z tyłu, za to moje obecne - szczególnie z przodu. Umówmy się, że z tyłu nie robią jakiegoś przesadnego wrażenia, bo są to po prostu zwyczajne, słowiańskie krótkie włosy... Ale też nikt pierwszego wrażenia nie robi plecami!

Zapraszam na moje wrażenia z obcinania, samej wizyty i noszenia krótkich włosów już całą dobę!

Na wizytę w salonie czekałam cały miesiąc i pod koniec moje włosy denerwowały mnie tak bardzo, że omal nie chodziłam po ścianach. Nagle wszystkie "plusy ujemne" takiej długości dały o sobie znać: siadanie na nich, chodzący po nich pies, inni ludzie szarpiący je przypadkiem, zamiatanie podłogi w sklepach czy przy wiązaniu butów, problemy z opanowaniem ich na siłowni czy jodze, problemy z rozczesywaniem, plączące się wszędzie pojedyncze włoski, które wypadły, ciężar, ograniczenie w kwestii wyglądu czy fryzury... Stałam się przykładem minusów długich włosów i mogłabym wymieniać dalej. Ale doczekałam się! Zabrałam ze sobą całą ekipę przyjaciółek, żeby zrobiły zdjęcia i... potrzymały mnie za rękę!


Denerwowałam się! Nie dlatego że miałam jakiekolwiek wątpliwości - jeśli jakieś kiedyś istniały, ten miesiąc niekończącego się oczekiwania skutecznie mnie wyleczył i utwierdził w decyzji (którą podjęłam już na początku tego roku, o ile nie wcześniej). Trudno mi określić jakiś konkretny powód zdenerwowania - to chyba po prostu było dla mnie tak duże przeżycie, samo w sobie! W końcu zapuszczałam włosy całe swoje życie i nigdy jeszcze nie byłam na "prawdziwej" wizycie u fryzjera, zawsze tylko końcówki.

Zobaczcie, jakie mam kolorowe, tęczowe gumeczki!

Teraz też, jak by nie patrzeć, podcięłam końcówki ;) Ale przy obcinaniu (maszynką, błyskawiczne i bardzo przyjemne cięcie!) pierwszego pasma (z tych, które widzicie na zdjęciu) zamknęłam oczy. Trochę tego strachu przed obcinaniem mi jeszcze wtedy zostało, ale szybko przeszło!

Mycie, nakładanie odżywek, suszenie, wszystko było dla mnie nowe. Może suszenie nie zostanie moją ulubioną czynnością, którą chciałabym powtarzać (w planach mam nadal suszenie naturalne, zobaczę, co z tego wyjdzie), a umywalka gniotła (pewnie dlatego że nie byłam przyzwyczajona), ale całe doświadczenie było szalenie pozytywne. Cała obsługa była bardzo miła i przede wszystkim profesjonalna, dobrze wiedzieli, co się robi z włosami i jak. Co do produktów też nie mam żadnych wątpliwości, że w salonie znajdują się tylko te najwyższej jakości. Zdziwiłam chyba kilka innych klientek, ale oceniając po ilości śmiechu, jaka towarzyszyła całemu procesowi, było naprawdę świetnie. Choć pewnie gdyby nie moje przyjaciółki, trochę umierałabym ze strachu - zwłaszcza przed!

Sam salon, nawiasem mówiąc, szalenie mi się podoba - jest ślicznie minimalistyczny! Wygląda to naprawdę świetnie, bo całość mieści się w przerobionym mieszkaniu w kamienicy, a urządzona jest bardzo ascetycznie, ale ze smakiem i wyczuciem, mając na uwadze komfort klientów. Na zdjęciach ich nie widać, ale w jednej części salonu wydzielono strefę z kolorowymi fotelami, które idealnie wpasowują się w resztę klimatu, ożywiając chłodne, jakby skandynawskie wnętrza (to surowe w wyglądzie drewno!), dodając energii i ciepła. Super! Idealne wnętrze dla mnie! Ciekawa jestem trochę, czy taki był zamysł, czy salon dopiero się "rozpakowuje" i czeka go jeszcze przemeblowanie...

Wracając do tematu: włosów mogłam sobie podotykać!


Uczucie dokładnie takie, jak złapanie za ogon konia (naprawdę, przysięgam!). Ale strasznie się bałam, że coś tym włosom zrobię: rozsypię albo poplączę, więc czym prędzej się ich pozbyłam.


I voila! 
Od wczoraj, wtorku 29 marca, mam krótkie włosy. Wyglądam dokładnie tak, jak chciałam, i jestem absolutnie zadowolona! W żadnym wypadku nie żałuję - przede mną nowa przygoda, odkrywanie na nowo tych samych czynności (nie tylko włosowych; zdążyłam już kilka razy odgarnąć niewidzialne włosy, np. kładąc się), wymyślanie nowych, "krótkich" fryzur, stylizowanie włosów na co dzień (zamiast warkoczy! Już zaplanowałam kilka mających pomóc w tym specyfików!) i ogólnie mnóstwo zabawy i dziwienia ludzi, którzy mnie znają, a nie usłyszeli o moim niecnym planie. Zapowiedziałam także farbowanie na wymarzoną biel, ale chwilowo tak bardzo podobają mi się moje włosy, że nie czuję potrzeby kolejnej zmiany natychmiast, teraz, zaraz, od razu. Zrobię to, kiedy najdzie mnie ochota! Dużym plusem salonu jest także to, że czynią cuda stawiają na zdrowie włosów i można mieć pewność, że zabiegi, którym się poddamy, niczego nie zniszczą, ba, mnóstwo osób wychodzi z włosami w o niebo lepszej kondycji. Stąd nie boję się o stan włosów... już prędzej o stan portfela! Bo jednak produkty i usługi kosztują niemało, niestety. Wielką nowością będzie też dla mnie konieczność podcinania włosów - i to stosunkowo często, zwłaszcza w porównaniu z moim dotychczasowym trybem dwóch wizyt na rok. Nie, nie zapuszczam ich, broń Borze, chcę nosić mojego upragnionego loba, dopóki mi się nie znudzi!

Zapraszam na SNAPA silesyoga! 

Czuję się świetnie. Bardzo, bardzo lekko, trochę inaczej, swobodniej, a przede wszystkim: równocześnie kobieco i uroczo ;) Mogę wybierać wcielenia! Zachwyca mnie, jak kilka szybkich ruchów i odrobina utrwalacza wywołują na moich włosach tę mityczną panią - objętość! Podoba mi się, jak dużo możliwości stwarza taka fryzura - już dziś nosiłam lekkie fale od koczka-ślimaka! Gdybym miała ochotę, mogę także przerzucić przedziałek na drugą stronę i w ogóle kombinować ile wlezie.

Jak mówiłam, wrażeń mi nie brakuje! Sama metamorfoza jest sukcesem w stu procentach, salon, produkty i fryzjer również okazali się strzałem w dziesiątkę. Dalsze plany - zobaczymy! Na razie wielką nowością jest to, co mam, ale myślę, że za jakiś czas zdecyduję się na zafarbowanie włosów na biało. A co!


Jeżeli zaś chodzi o bloga, na pewno możecie się spodziewać postów dotyczących życia z krótkimi włosami, kilku fryzur (również fryzury do spania i "robiącej loczki"), no i trochę jeszcze ponarzekam na długie ;) Oprócz tego wkrótce postaram się opisać bieg z psami ze schroniska, na który się wybieramy, oraz moje pierwsze tradycyjne 108 powitań słońca, które niedawno zrobiłam!

Pamiętajcie też o snapchacie silesyoga!

I co o tym sądzicie? Spodziewał się ktoś? Zdziwiłam kogoś? ;) Jak Wam się podoba taka fryzura? Jestem też ciekawa, co sądzicie o planach zafarbowania na biało! Koniecznie dajcie znać!

Zobacz również

7 komentarze

  1. No to straciłam inspirację :D Wyglądasz tak inaczej, że bym Cię nie poznała. (Gdzie jogowe getry?! ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam! Nadal mam kupę rzeczy do powiedzenia ;) Ha! A getry leżą i się suszą, dziś nie wystąpiły.

      Usuń
  2. No, jestem w szoku :D powiem szczerze, że myślałam że to prima aprilis ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama też! Ha, mogłam to dodać na pierwszego, ale strasznie chciałam się pochwalić! :D

      Usuń
  3. Abe obcięła włosy, apokalipsa się zbliża... Nie no, żartuję :D Wyglądasz świetnie! Tak z ciekawości, zachowałaś je sobie na pamiątkę, sprzedałaś, oddałaś? Bo szkoda byłoby chyba wyrzucić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przynajmniej jakieś przemagnesowanie świata i co tam jeszcze :P Dzięki, tak się też czuję! Sprzedałam, na pewno bym ich nie wyrzuciła, to byłaby straszliwa strata!

      Usuń
  4. WOOOOOOOOOOOOOW, kurczę gdzie ja byłam w marcu, że tego nie zauważyłam. Niezła informacja. Wyglądasz super i cieszę się, że się odnajdujesz w każdych włosach. Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń

Polub mnie na Facebooku