Krewni i znajomi królika - wegerefleksje #2

2/17/2016 08:00:00 AM

Oraz pies. Po kolei.



Dzisiaj nie wiem, co zrobić i szukam odpowiedzi. Jasne, że jak jesteś weganką/weganinem, to raczej już wiesz, że pytanie "to co ty jesz?!" jest nieadekwatne, bo jedzenia jest mnóstwo. Ale twoi znajomi? Twoja rodzina? Z wegetarianami jest łatwiej, mięso każdy odróżni od reszty. Ale że jedno jajko w stosie pierogów? Albo że w tej zupie to jest tylko łyżka śmietany? A już w ogóle odwiedzasz znajomych i nie wyślesz im przecież tydzień wcześniej menu, żeby sobie wybrali i ci zrobili.
No więc bycie vegan* trochę jest antyspołeczne. Albo nic nie zjesz, albo zjesz wbrew przekonaniom. Ale przecież i tak to już kupili. Czy twoja jedna porcja kurczaka jakoś zmieni to, że i tak kupili kurczaka? Więc może ograniczyć się tylko do niekupowania samemu? Cholera wie. Myślę, że każdy musi to rozważyć dla siebie i generalnie mam przyjaciół, którzy, świadomi wyborów, dostosowują menu - i jest to bardzo miłe i bardzo ciepło się robi człowiekowi, jak o tym myśli. W zasadzie od tego są przecież przyjaciele, prawda? Zwłaszcza, że jak ktoś ma ochotę wykonać ten wysiłek i zrobić wegańskie żarcie, nie-weganie też przecież mogą je zjeść, o.
A co z psem? Pies vegan nie zostanie. Dla mnie wegańskie jedzenie dla zwierząt drapieżnych - psów, kotów - jest też swego rodzaju czynieniem wbrew weganizmowi. Mogę się oczywiście upewnić, że jeśli kupuję kurczaka, to takiego, który życie spędził w dobrych warunkach, że karma pochodzi z dobrego źródła i tak dalej. I to jest moim zdaniem dobre rozwiązanie.
Ale co z partnerem? On też nie zostanie weganinem, bo nie chce. Mam przygotować obiad tylko dla siebie, jeśli akurat to ja gotuję? Wydaje się bardzo egoistyczne. Mam używać innej patelni, bo na tamtej było mięso? (To wydaje się zbyt na pokaz, ale fakt, że jedna deska do krojenia jest tylko "do mięsa", bo jednak surowe mięso na drewnianej desce...) Czy mogę się uważać w ogóle za wegankę, jeśli przygotuję mu obiad z mięsem et consortes, jeśli kupię mięso na zakupach i tak dalej?
Trudne. Znalezienie właściwej drogi wśród tych wszystkich wyzwań wydaje się trudne. Nikt nigdy nie mówił, jak to zrobić i trzeba wszystkiego szukać na własną rękę. No więc - rozwijające, ale trudne. Ale wszystko się chyba sprowadza do spokoju własnego sumienia i żeby zgadzało się "dla siebie".
___
*vegan jest krótsze oraz neutralne płciowo, zostaje na dłużej.

Zobacz również

2 komentarze

  1. Przeczytalam powyzsze i mi szczeka opadla. Bo ja nie jestem weganka, nie jestem nawet juz wegetarianka, ale nadal nie gotuje z miesem. Jem mieso, gdy ktos mnie zaprosi i nie wie, ze wole jesc bez miesa, albo gdy np. na stolowce wszystkie dania bezmiesne zawieraja skladnik, na ktory mam nietolerancje, ale w mojej kuchni miesa nie ma. I niewazne, czy gotuje dla samej siebie czy dla pietnastu osob, dostana posilek wegetarianski czy weganski. Bedzie smacznie, ciekawie, urozmaicenie, zrobienie czterodaniowego menu z roznorodnymi przystawkami i deserami jest przyjemnoscia, ale miesa w tym nie bedzie. Miedzy innymi dlatego, ze ja juz nie umiem gotowac z miesem, wychodzi mi mocno takie sobie. Nie oznacza to, ze chce kogokolwiek przekonywac do wegetarianizmu (nawet jesli ograniczenie spozycia miesa wiekszosci osob wyszloby na zdrowie), ale nie widze powodow, dla ktorych akurat ja mialabym serwowac ten miesny posilek. I z mojego punktu widzenia gotowanie dla kogos miesnych posilkow, jesli samemu jest sie vege, jest wyrazem wielkiej milosci.

    Turzyca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy, opadła dlaczego? Ze inni nie ugotują czy że ja nie wiem, czy ugotować?
      U siebie, kiedy byli znajomi, zrobiłam lazanię - bezmięsną, szpinak i soczewica. Ale nieopatrznie użyłam słowa WEGAŃSKA (makaron też był bez jajek)... Nie wszyscy jedli. Bo jednak tak BEZ MIĘSA? Różni są ludzie. A też nie chodzę i nie każę każdemu osobnikowi z kabanosem natychmiast się nawrócić ;)

      Usuń

Polub mnie na Facebooku