Jak być bladą i nie (dać się) zwariować

7/31/2015 02:45:00 PM

...czyli refleksji na temat bladości kilka.


Nie podoba mi się opalona skóra. Znaczy, każdemu jego porno, oczywiście, mam na myśli: nie podoba mi się moja opalona skóra. Opalam się jak typowa... hm, Polka? Ślunzoczko? Bo Słowianka chyba nie, one to raczej wiatrem smagane i płowe, tak mi się kojarzą. No a ja raczej nie płowa, a różowawa, czyli średnio zachęcająca. Ale jest też coś w tym, że podobają mi się, tak czysto subiektywnie, w kwestii atrakcyjności, znacznie bardziej blade osoby niż opalone. Unikam zatem opalenia się jak ognia. Co nie znaczy zaraz światłowstrętu i że słońce to mnie obrzydza i uciekam. A skąd! Pozostawanie bladą wcale tego nie oznacza!

Uwielbiam słońce. Słońce daje ładne piegi, nawet kiedy używam kremu z filtrem. Słońce ładniutko rozjaśnia włosy. Słońce potrafi nagrzać człowieka jakoś tak od środka, że go potem trzyma aż do zimy i pozwala tę zimę znieść. Słońce poprawia nastrój, odżywia, cieszy mnie bardzo. Oczywiście wtedy, kiedy zadbam o zabezpieczenie głowy i nawodnienie organizmu, bo tak sobie myślę, że udar to nieszczególna zabawa, a mnie boli głowa, jak tylko wyjdę na pięć minut bez kapelusza. Zatem kapelusz - odhaczamy!

Wbrew pozorom, to bycie bladym, a nie opalonym wymaga cierpliwości. Duuużo cierpliwości. Do siebie i do świata.


Na zdjęciu - cierpliwość do siebie. Nasmarowanie się kremem z filtrem zajmuje porządną chwilę, zwłaszcza, że ziajkowa pięćdziesiątka jest średnio płynna i idzie opornie. Ale za to mam pewność, że nie podrażni mojej alergicznej skóry, bo można ją stosować nawet u niemowląt. Trzeba tylko uważać, by nie smarować zbyt blisko oczu - szczypie.

Smaruję się przed każdym wyjściem niemalże, zawsze, kiedy dzień jest wystarczająco słoneczny. Zdarza się, że zaczynam i w kwietniu, najczęściej w maju, i tak aż do września. Każdą odsłoniętą część ciała. A że jestem leniwa, najczęściej zakładam zatem haremki, żeby nie trzeba było smarować nóg ;) Zdarza się, że zakładam koszulkę z rękawami do łokci albo bluzkę z długim, też w tym celu. Nie używam parasolek od słońca, bo nie lubię mieć zajętych rąk, ale można je kupić i podobno również są skuteczne. Jeśli mi się zdarzy wyjść nieposmarowaną - to idę cieniami i liczę na szczęście.

Cierpliwość do świata natomiast to już zupełnie inna bajka! Począwszy od najbliższych aż po najdalszych, całe mnóstwo osób śmieje się na przykład, że po co się smaruję, teraz to już nie opala. Albo "trochę słońca ci nie zaszkodzi". Albo "ale czemu pięćdziesiątką?!". Albo "daj spokój, idziesz tylko na zakupy". No więc nie. W ten sposób właśnie się człowiek opala - i to bez leżenia plackiem godzinami na słoneczku - dziękuję bardzo.

Większość moich ubrań jest czarna. Szczególnie latem odczuwam jakąś dziką satysfakcję, a w dodatku szalenie mi się podoba kontrast czerń/biel, również z moją skórą, bo ja w ogóle lubię kontrasty. Szczególnie latem rzuca się to w oczy. Zdarzyło się i tak, że pewna przypadkowa pani, mijając mnie na ulicy, poczuła nieprzemożną potrzebę nawrócenia mnie, zatrzymała się i rzuciła "opal się!!!".

Nie posłuchałam jej, ale za to mam anegdotkę.

Nie byłam opalona od chyba czterech lat. "Nieopalona" nie w sensie "za słabo", tylko - wcale. Jestem dumna, że jestem taka blada. Wymaga to ode mnie dużo pracy - bo muszę na przykład zacząć się szykować do wyjścia kwadrans wcześniej, nawet jeśli wyjściem jest sklep - i samodyscypliny. Ale to dokładnie jak z opalaniem. Mój wysiłek owocuje tym, że odcień mojej skóry bardzo mnie satysfakcjonuje i bardzo mi się podoba. Wcale nie uważam, żeby moja skóra potrzebowała się opalić; nie uważam, żebym wyglądała jak trup czy co tam jeszcze. Witaminę D3 łapię w te dni, kiedy słońce świeci słabiej, czasem też wychodzę jednak nieposmarowana (do cienia czy na dwie minutki), żyję. A niedługo jadę w góry i niech mnie drzwi ścisną, nadal się nie opalę! ;)

Jeśli Wy lubicie się opalać lub spędzać czas na słońcu, pamiętajcie o użyciu chociaż najsłabszego kremu z filtrem, żeby uratować swoją skórę i zdrowie. Pamiętajcie też o wodzie i nakryciu głowy!

A Wy? Lubicie się opalać? Wolicie opalonych czy bladych? A może nie robi Wam to różnicy?

Zobacz również

21 komentarze

  1. Bladosc nie kazdemu pasuje, niestety. Ja wlasnie mam slowianski typ urody taki klasyczny i wiele lat unikalam jak ty opalenizny - niestety efekt byl taki ze z roku na rok zamiast coraz bardziej pdzypomjnac krolewne sniezke zaczynalam przypominac chore dziecko z wypiekami (uroki naturalnych slowianskich rumiencow) i zapadnietych oczu jak u zombie (nawet mimo snu). Nie zebym obecnie posiadala mahoniowy odcien opalenizny - wiele osob do dzis twierdzi, ze jestem raczej z tych bladych. Jednak przelamalam swoja bladosc, troche sie wiosna i latem opalam zas zima co jakis czas uzywam delikatnego samoopalacza. Dzieki temu zaczelam znacznie zdrowiej i normalniej wygladac. Takze mi niestety brak opalenizny nie sluzy ale zazdroszcze takim osobom jak np ty, z takim typem urody, ze jestes w stanie miec taka jasna biala cere i skore bo to mi sie bardzo podoba.
    Aha, i rzezcywiscie jako przedstawicielka slowianskiego typu urody potwierdzam, nas opala slonce na naturalnie delikatny braz, raczej nie na czerwono.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale takie słowiańskie urody też są śliczne! I widzę, że nick masz dobrze dopasowany, sądząc po tym, co mówisz ;)

      Usuń
    2. Haha wiesz co, nawet o tym nie pomyslalam, nick jest od nowego nazwiska po mężu :D (Leśnik) :D

      Usuń
  2. Masz piękną skórę i piękną figurę! (o włosach nawet nie wspominam :D) Też nie lubię przesadnej opalenizny, wszelkie skwarki mnie odstraszają. Brak mi samozaparcia do smarowania całego ciała przed każdym wyjściem, ale na twarz, szyję i dekolt obowiązkowo krem 50 SPF :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, szalenie dziękuję!
      A "skwarki" - już nawet nie kolor skóry, ale jej stan jest trochę przerażający! Ale teraz już chyba moda od tego odchodzi.

      Usuń
  3. Z tego co widzę, mamy ten sam odcień bladości :D Tylko ja do tego mam naturalnie włosy w odcieniu słomianego blondu, więc w ogólę jestem cała biała. Nie smaruję się jednak filtrami bo po nich mnie wszystko swędzi, mam po prostu taką skórę że potrzeba ponad godziny leżenia w ostrym słońcu by cokolwiek załapało.. i jak załapie, to i tak schodzi po dwóch tygodniach. A komentarzy na ten temat nie zliczę :D Bladziochy łączmy się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też pewnie szybko by zeszło... ale najpierw byłoby wyraźnie widać, że się opaliłam, taki byłby kontrast i zaskoczenie :D zazdroszczę, że nie musisz się smarować - ja nawet nie wiem, ale wolę to robić. Przezorny zawsze przezorny! :P

      Usuń
  4. Mam dokładnie to samo zdanie, tyle że ja z moim kolorem włosów dodatkowo unikam wpływu Słońca na nie:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja zawsze siliłam się na bladość. Zazdroszczę niektórym dziewczynom pięknych porcelanowych buziek :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdybyś miała hektar malin do oberwania przez całe lato na wsi to na pewno nikt by się z Tobą nie miział bo masz alergie tylko musiałabyś pomagać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co ma alergia (na co? słońce? maliny?) do opalania? Pewnie dałabym radę oberwać hektar malin i się nie opalić. Chyba że miałabym alergię na maliny, wtedy raczej szybko trafiłabym do szpitala... A komentarz na temat!

      Usuń
  7. Boooże, mam ten sam "problem" :( jestem bladziochem, podobają mi się blade skóry i muszę unikać słońca, bo dostaję jakiś dziwnych plam na dekolcie, gdy tylko promienie padają na mnie dłużej. Wyobraź sobie, czego muszę wysłuchiwać pracując nad morzem przez wakacje. Właściwie, nie ma dnia bez komentarza obcych ludzi :/
    Pozdrawiam gooorąco i bezsłonecznie ;-)
    PS. Też mi się zdarzyło, że ktoś krzyknął "opal się!".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie też wzbudziłabym sensację ;) zawsze kontrastuję ze znajomymi. Nad morze raczej się nie wybieram, ale rozumiem sytuację. Trzymaj się i nie daj im się! :P patrząc po komentarzach tutaj, jest nas bladych więcej!

      Usuń
  8. Od kilku lat preferuję bladość, ale fakt co się nasłuchałam to moje, i nie, nie da się wytłumaczyć babci/mamie/ciotce, że nawet "trochę opalenizny" mnie nie interesuje. Co roku odwiedzam pewne miejsce, gdzie neistety lekka opalenizna jest nieunikniona i o ile o twarz dbam, to na te kilka dni częste smarowanie całego ciała sobie odpuszczam. Na szczęście nawet moja opalenizna wygląda nadal jak brak opalenizny na "normalnej" (znaczy przeciętnej słowiańskiej) karnacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, tak, parę razy posądzono mnie też o anemię, no bo przecież nie można być bladą tak po prostu. A jak się nie uśmiecham zimą, to mnie ludzie pytają, czy jestem chora... Ale jest to całkiem zabawne po jakimś czasie.

      Usuń
  9. ostatnimi czasy zauważyłam, że (wbrew pozorom) bladość jest coraz bardziej modna:)
    mam naturalnie rude włosy, a co za tym idzie - bardzo jasną, prawie mlecznobiałą skórę. na dłuższą metę jestem w stanie opalić się ładnie, ale podobnie jak Ty preferuję bladość.
    jeśli chodzi o kremy z filtrem, mam tylko jeden problem - podobno są bardzo chemiczne, dlatego raczej staram się ich unikać - zakładać szarawary, dłuższy rękaw, chusty na ramiona itd, ale nie zawsze daje to satysfakcjonujący efekt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, chyba odchodzimy już od szału na opaleniznę, może z powodu szału na zdrowe życie, a opalanie raczej najzdrowsze nie jest... Nie narzekam w każdym razie.
      Ojej, taki typ urody szalenie mi się podoba! :)
      Co do chemiczności - ja wychodzę z założenia, że jeżeli można posmarować tym niemowlę, to można i siebie. Mnie tylko szczypie w oczy, jak przypadkiem spłynie. Ale szarawary (czy haremki, ale to chyba to samo) też noszę. Do chust jeszcze nie doszłam, za to próbowałam znaleźć taką luźną bluzkę z długim rękawem właśnie na upały i poległam.

      Usuń
  10. No cóż... wyglądaj jak trup ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja akurat wolę siebie z lekką opalenizną, choć i tak nie bywam blada w ogóle, z tego powodu, że mam dość ciemną karnację a przede wszystkim oliwkową, więc wydaję się ciemniejsza niż jestem. Zupełnie nie rozumiem jednak zainteresowania obcych ludzi stopniem opalenia innych! To jakaś abstrakcja dla mnie z tą panią na ulicy, która zwróciła Ci uwagę. Straszne, że musisz słuchać tych wszystkich mądrych rad dotyczących przecież Twojej skóry i Twojego wyboru. Zwłaszcza, że nie robisz sobie krzywdy przecież wycinając kwiatki na skórze a po prostu wolisz się nie opalać. Okropni są tacy ludzie :)

    OdpowiedzUsuń

Polub mnie na Facebooku