Jak to jest mieć takie długie włosy? - cz. I

5/16/2015 10:58:00 PM

Wracam! Matury skończone, zdjęć włosów mam chwilowo całe mnóstwo, na brak pomysłów też nie narzekam. Wiosna! Postanowiłam połączyć wrzucenie zdjęć z ostatniego "wypadu" z podzieleniem się moim doświadczeniem posiadania długich włosów. Różne osoby pytają mnie czasem, jak to jest mieć takie długie włosy - i w kolejnych postach postaram się na to odpowiedzieć. Będzie trochę zdjęć, a trochę przypadkowych refleksji - wszystko, co mi przyjdzie do głowy (na temat włosów, oczywiście). Zapraszam i mam nadzieję, że się Wam spodoba!

Długie włosy to...


...móc się nimi pochwalić i nawet w bad hair day zrobić wrażenie. Nie zrozumcie mnie źle - nie jestem Narcyzem; po prostu uważam, że jeśli ma się w sobie coś, co się lubi i uważa za ładne, nie ma nic złego w tym, by się tym chwalić. Albo by uważać to za ładne! Za często ludzie - szczególnie kobiety - wytykają sobie wady, widzą siebie w negatywnym świetle. Jesteście piękne - i nie ma nic wstydliwego w pokazaniu tego i byciu z tego dumnym! Dlatego ja moimi włosami chwalę się na lewo i prawo, kiedy tylko jest okazja. Bo mogę. Bo przez bardzo długi czas to była jedna jedyna rzecz, którą w sobie w ogóle lubiłam. Bo utrzymanie ich takich, jakie są, zajęło mi jednak troszeczkę czasu i wysiłku, i wciąż zajmuje.


...móc zasłonić pupę ;) To akurat dość zabawny i raczej niespodziewany plus, który odkryłam bardzo niedawno, ale jeśli za mną idzie ktoś, kto nie powinien przyglądać się mojej pupie ze zbytnim zainteresowaniem, zawsze mogę zasłonić ją włosami. W ten sam sposób zasłaniam czasem dekolt, a zdarzało się też, że "malinki" ;) Ściągę czy słuchawki też pewnie można by tam schować. Wiecie, to jak z tymi opowieściami o mężczyznach, którzy chowają różne rzeczy w brodzie.


...mniej problemu niż z krótszymi. O ironio. Bardzo często czytam czy słyszę, że z takimi włosami to pewnie musi być kupa zachodu albo że ktoś by się na tak długie nie zdecydował, bo za dużo roboty. No więc... nie. Nie bardzo. Jasne, że minimalizm pielęgnacyjny to też trochę dzięki mojemu szczęściu, bo włosy mam przede wszystkim zdrowe, ale trochę też dzięki długości. Długie włosy bardziej się "słuchają" - jeśli odrzucę je na plecy czy na ramię, najprawdopodobniej tam już zostaną, dzięki naszej przyjaciółce grawitacji i długości właśnie. Nie wpadają mi do oczu, bardzo rzadko przyklejają się do ust, jeśli wieje, nie zasłaniają mi widoku, nie denerwują mnie smyraniem po szyi/plecach/co tam jeszcze. Długie włosy nie wymagają szczególnej stylizacji, by zrobić wrażenie. Dają mi poczucie, że jestem dziewczęca, kobieca, no, wiecie. Ładna. W zły dzień poprawiają humor. I naprawdę nie zajmują tyle czasu, ile by się wydawało. W ogóle nie muszę o nich myśleć...


...no chyba że akurat muszę, bo muszę do toalety. Świetna youtuberka, IISuperwomanII (Lilly Singh, do obejrzenia tu: klik), w jednym z filmików opowiada o tym, że żeby bez problemów zrobić, co każe fizjologia, musi poowijać włosy wokół szyi. Ja nie owijam, ale faktycznie muszę być świadoma, gdzie akurat się znajdują, żeby uniknąć przykrej sytuacji. Warto też wiedzieć, gdzie są, jeśli chcę akurat usiąść. Albo się położyć. Albo wstać, podpierając się. Albo, o matko, robić to wszystko (nie licząc pobytów w toalecie!) z kimś. Przy czym to brzmi jak bardzo dużo zachodu, ale tak naprawdę przychodzi naturalnie i wymaga jedynie minimum uwagi. Jednego ruchu więcej. Jasne, trochę więcej czasu muszę poświęcić, by zrobić sobie warkocz. Ale za to mam znacznie więcej "pola do popisu" niż większość ludzi ;) Solidną chwilę zajmuje mi ich umycie - przy szamponie i jednej odżywce to jakieś 15 minut zabaw, a potem wycieranie. Na basen nie chodzę, bo nie umiem pływać, ale zgaduję, że wysuszenie włosów suszarką też zajęłoby dobry moment. Tak jak zakręcenie. Ale nie są to rzeczy, które robię, więc nieszczególnie się tym przejmuję. Doliczyłam warkoczowe pięć minut do codziennej rutyny i żyję, na zabiegach "urodowych" schodzi mi naprawdę chwileczka. Mój warkocz to zapewne u większości osób nałożenie makijażu*. Ot, i tyle.

PS. Niedziela dla jogi też wraca! Budzę bloga ze snu ;) A co u Was? I co sądzicie o pierwszej części mojego gadania? Zachęciłam czy raczej Was zniechęciłam?

*Nie nakładam makijażu prawie wcale. Jest to jeden z tematów okołourodowych, o których mogłabym (lub chciałabym, nie jestem pewna) napisać na blogu szerzej, ale nie jestem pewna, czy kogoś to interesuje ;) Chciałybyście poczytać też o rzeczach związanych nie tylko z włosami i jogą?

Zobacz również

37 komentarze

  1. Hahah <3. Świetny post i pięknie w tym wianku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję szalenie! Mój S. nie pochwalał wianka i powiedział, że wyglądam dziwnie. Ale wianki są doskonałe, więc co on tam wie ;)

      Usuń
  2. Ten wianek jest super, szkoda tylko, ze nie pokazałaś sie z przodu w nim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądziłam, że kogoś może to interesować ;) Mam kilka raczej niepoważnych selfie, może wrzucę przy okazji następnej części!

      Usuń
  3. Ja przy Twoich mam włosy dość krótkie, za ramiona i ciągle mnie zadziwiają. Dawno nie miałam tak długich włosów i zaskakuje mnie fakt, że do mycia zębów lub twarzy muszę je spiąć albo schować pod ubranie, bo końcówki będą mokre. Uważanie na paski torebek też jest dla mnie czymś nowym. Ostatnio nawet przyciełam je szafką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się "udało" przyciąć włosy drzwiami samochodowymi i szyberdachem :D

      Usuń
    2. Auuu, to brzmi dość boleśnie. Ja sobie non stop zahaczam włosami o wystające śrubki (gwinty?) w fotelu (fotel zawsze zbiera haracz z włosów), a jeśli przypadkiem siedzę na krześle w rozpuszczonych włosach, szybko zaczynam pałać niechęcią, bo zawsze, ale to zawsze jeden czy dwa złapią się w oparcie, między rurkę a oparcie konkretnie. Czasem też ramka moich okularów łapie mi baby hairki i kiedy je ściągam, to przypadkowo je wyrywam. Ał!

      Usuń
    3. To z okularami znam, paskudne. Bo aż słychać jak się włos przeciąga przez ta szczelinę i później widać że jest powyginany :(

      Usuń
  4. Mam nadzieję,że na moje do pasa kiedy dorosną do twojej długości też zacznie wreszcie działać grawitacja bo nawet przy najlzejszym podmuchu są wszędzie tam gdzie nie powinny...uroki włosów lekkich jak piórko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, dokładnie! Dokładnie.

      Usuń
    2. Proszę nie narzekać, moje włosy są głównie oklapnięte i płasko przy głowie z powodu tej grawitacji! Wasze są śliczne i takie... lekkie! :)

      Usuń
  5. Wiekszosc tego typu postow jak dla mnje nie ma sensu u innych osob, natomiast u ciebie - owszem. Zwykle widzac taki tytul to nawet nie czytam tekstu, a u ciebie z checia przeczytalam :) jednak twoja dlugosc powoduje, ze twoj punkt widzenia jest zupelnie zupelnie inny. Zrozumialam z tego, ze najczesciej nosisz wlosy rozpuszczone? A mam takie inne pytanie (jezeli gdzies o tym wspomnialas juz, to przepraszam, mozesz podeslac link) od zawsze mialas dluzsze wlosy, czy kiedys mialas przecietnej dlugosci i postanowilas je zapuscic? Jak to sie stalo, ze osiagnelas taka dlugosc? (Ja wiem, ze po prostu urosly, chodzi ji k to, jakie byly twoje decyzje, czy to bylo ot, rosly sobie, a ty nie zwracalas na to uwagi, czy moze to byl twoj plan je tak zapuscic, a moze mialas dylematy co chwila, czy scinac, czy zapuszczac dalej?) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spotkałam tego typu postów, ale też raczej bym takiego nie napisała, gdyby większość pytań na temat moich włosów nie dotyczyła właśnie radzenia sobie z nimi. Nawet fryzjerki się dziwią ;) Dlatego pomyślałam, że skoro jest zainteresowanie, to i post będzie dobrze przyjęty. Cieszę się, że tak się stało!
      Nie, najczęściej noszę warkocz - z uwagi na wygodę i bezpieczeństwo włosów. No i dlatego że rozpuszczone szybciej się robią tłuste. Ale noszę rozpuszczone wystarczająco często, żeby móc coś o tym powiedzieć ;)
      O zapuszczaniu wyjaśniam w zakładce (http://abehair.blogspot.com/p/ja-i-moje-wosy.html), wyszykuję też włosową historię już wkrótce. W skrócie: kiedyś miałam króciutkie włosy (w przedszkolu, yhym), a w drugiej klasie podstawówki na przekór wszystkim postanowiłam zapuścić. Rosną od długości do ramion lub coś w tym stylu. Od tej drugiej klasy zawsze chciałam mieć jak najdłuższe, najpierw "do pasa", a potem to już hulaj dusza. Potem wymyśliłam, że do końca pośladków, ale chyba pozwolę im rosnąć, ile chcą. Przez większość życia po prostu sobie rosły, a ja się cieszyłam. No i to, że mogłyby się zniszczyć i trzeba by było obciąć uratowało mnie przed spaleniem ich farbą ;)

      Usuń
  6. Uwielbiam Twoje włosy, sama osiągnę taką długość zapewne po studiach :D ale nie poddaję się. Wianek jest super. A post bardzo interesujący. Mam włosy do zapięcia od stanika i póki co jedyny problem, jaki ich dotyczy, to zaczepianie się o pasek od torby...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, cieszę się i dziękuję! Chyba znajdę jakiś inny wianek, mi też bardzo się podobało noszenie go ;) U mnie uparcie o regulatory na ramiączkach stanika zaczepia się warkocz. W ogóle noszenie warkocza to cały osobny post chyba, hmm. Mi się nie zaczepiają o pasek, bo żeby w ogóle założyć torbę na ramię, muszę włosy przełożyć na drugie ramię.

      Usuń
  7. Zdjęcia! :) Tak na nie czekałam! I cieszę się na niedzielę dla jogi. Będzie druga porcja inspiracji, po zdjęciach włosów ;)
    Co do jogi, byłam na pierwszych zajęciach grupowych wreszcie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szalenie się cieszę! Twój entuzjazm jest taki zaraźliwy! ...ale z jogą oczywiście nie zdążyłam. Pojawi się już zaraz, dzisiaj albo jutro. Mobilizowanie się już działa, ale jeszcze nie zawsze na czas.
      Jej, to świetnie! I jak było? Bardzo chętnie usłyszę Twoje wrażenia, porównam z moimi :)

      Usuń
    2. Muszę przyznać, że było rozczarowująco. Niestety, bardzo niestety. Gdyby to był mój pierwszy kontakt z jogą, w życiu bym przy niej nie została. A że to były zajęcia poza szkołą (na dachu! <3, wieczorem), dla wielu osób to był pierwszy kontakt z jogą i jestem ciekawa jak ich odczucia. Część ćwiczyła, część obserwowała.
      Powitanie słońca na rozgrzewkę było zrobione tak szybko, że... "za szybko" to jest niedopowiedzenie. Nie wiem jak to opisać nawet! To nie była nawet sekunda w każdej pozycji, o pełnym wdechu czy wydechu nie mówiąc. Trochę jak wojskowe ćwiczenia, albo ruchy podczas treningu sztuk walki, taka szalona dynamika i tempo. To przeszło granicę dynamicznego flow, wyraźnie.
      Później seria asan trochę lepiej, ale za mało podstawowych wskazówek (takich na przykład żeby ugiąć nogę na której się stoi przy pozycjach typu tancerz, przecież to niweluje problem chwiania się w sekundę). Obserwowałam siebie i innych i myślałam to wszystko z ogromną nadzieją na to, że się nie czepiam sama nie będąc nauczycielką, nie narzekam, że to są obiektywne braki. Przeszkadzał mi kompletny brak rozbioru pozycji na mniejsze czynniki, chociaż w minimalnym stopniu. Podstawowe wskazówki!

      Na koniec za to zrobiło się dużo za bardzo hipnotycznie. Innego słowa trudno użyć. Ja sama jestem daleka od traktowania jogi jako fitnessu ;) Korzystam z mentalnego aspektu, zdecydowanie. Ale tam mi coś mocno nie pasowało. Do tej szkoły na pewno nie pójdę na standardowe zajęcia. Jeśli będą organizowali kolejne spotkania w plenerze, zastanowię się dobrze.

      Usuń
    3. Szkoda! Bo brzmi naprawdę niesamowicie. Joga na dachu! W wiosenny wieczór! Marzenie *.* Szkoda, że nie wyszło organizacyjnie. Ale ze szkołami jogi w ogóle jest tak szalenie subiektywnie, bardzo trudno znaleźć odpowiednią dla siebie, przynajmniej moim zdaniem. Pierwsza, w której byłam, też miała za mało wskazówek, a za dużo "natchnioności" i jakby... nauczycielka była trochę "celebrytką"? Ale może po jednym razie źle ją oceniłam. No, więcej nie wróciłam, druga szkoła za to była zbyt techniczna, z medytacją błyskawiczną na koniec. Dopiero trzecia całkiem mi pasuje. Trzymam kciuki za znalezienie tej właściwej! I ciut zazdroszczę jogi na dachu, mimo wszystko. Ja jeszcze nie zdążyłam wyjść z jogą na powietrze, do parku, ale mam całe wakacje ;)
      U mnie ugięcie nogi w tancerzu nie niweluje chwiania się całkiem, równowaga to mój najsłabszy punkt. Przy okazji zauważyłam, że odkąd ćwiczę jogę w studio, trudniej jest mi się zmobilizować, by robić ją także codziennie w domu.

      Usuń
    4. Jak zbiore sie na odwagę, ruszam do parku :)

      Usuń
  8. Z tymi ściągami to prawda, sama raz tak zrobiłam :P włosy spokojnie sięgają mi do ud jak siedzę, więc nie było problemu, żeby przykryć telefon ;-)
    Moje kończą się przed pośladkami, więc nie mam możliwości zakrycia ich :P, ale mylę, że za niska jestem, żeby mieć już dłuższe. Zresztą, i tak często słyszę "booooże, jakie one długie" :D
    Śliczne fotki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję!
      Ja nigdy tak nie ściągałam, ale to dlatego że jestem zbyt leniwa ;) O, dlaczego za niska? Można być za niskim do włosów?

      Usuń
    2. Może źle się wyraziłam pisząc "za niska", chodzi o to, że przy dłuższych proporcje mojego ciała wyglądałyby gorzej ;-) Nawet pytałam o to koleżanek i zgodziły się ze mną.

      Usuń
    3. Pierwsze słyszę, zawsze wyobrażałam sobie niskie dziewczyny z długimi włosami jako coś w rodzaju żywych wróżek ;) Z ciekawości, jeśli mogę zapytać, ile masz wzrostu? Sama nie należę do najwyższych...

      Usuń
    4. Zgodziły się, że u mnie wyglądałoby to źle :D Nie wiem jak u reszty, pewnie są dziewczyny, które wyglądałby pięknie ;-)
      Mam niecałe 160 cm :P

      Usuń
  9. Ja jak siadam na toalecie to wlosy prawie.. bo wlasnie;) choc nie sa tak dlugie jak twoje:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo włosy to podstępne bestie i zazwyczaj są tam, gdzie nie powinny, o!

      Usuń
  10. Świetna seria, miło się czyta! :) Dodatkowy plus w zimę - darmowy szalik :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Szalik akurat mnie gryzie :D Ale za to kok sprawia, że mi się czapka nie zsuwa z głowy ;)

      Usuń
  11. Chciałaby, poczytać nie tylko o włosach i jodze. Bardzo miło mi się czytało ten post! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, cieszę się. I bardzo dziękuję! :)

      Usuń
  12. Wow długość nie samowita ach zazdroszczę, mam średnie włosy a nieraz przeszkadzają mi i prawie codziennie są ciągnięta przez męża jak się przytula albo kładzie na nich och jaka jestem złą za takie bolesne pociągnięcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, czasem trudno się nie zirytować, świetnie to rozumiem! Ja się powoli uczę, gdzie je dać, żeby mi ich S. nie pociągnął/nie położył się na nich/etc. Leżymy w trójkę - ja, włosy i S. ;)

      Usuń
  13. Piękne włosy! A jak wygląda sprawa z rozczesywaniem? Mam dużo krótsze włosy, ale wychodząc na dwór muszę je spinać, bo się strasznie plączą, w rozpuszczonych chodzę tylko w pomieszczeniach. Nie masz tego problemu, czy może masz specjalne metody rozczesywania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Odkąd kupiłam TT, nie mam żadnych problemów, polecam z całego serca. Różnica jest kolosalna! Grzebień wyrywał mi przynajmniej z garść, tak sobie nie radził. Myślałam, że tak mi się po prostu plączą. Plątały się, dopóki były za suche, może u Ciebie to też wina tego? Teraz są mocno nawilżone i na tyle miękkie i śliskie, że nawet jeśli się poplączą, to łatwo je rozplątać. Na kołtuny polecam też delikatne rozplątywanie palcami, a dopiero potem dalsze czesanie, bo najczęściej każdy supeł da się rozplątać, ale szczotka/grzebień mogą nie dać rady. No i czesanie od końców stopniowo coraz wyżej, a nie od czubka głowy w dół.

      Usuń
  14. mi się marzą do talii ale jakoś nie chcą iść.. ehh chyba są zbyt cienkie :P
    Twoje zato wyglądają zjawiskowo, a ten wianuszek uwiódł mi serce *_*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ogromnie, to szalenie miłe! :) Myślę, że włosy kręcone zapuszcza się o wieeeele dłużej. Nie wiem, czy teraz miałabym cierpliwość zapuszczać. Ale z drugiej strony, rosną, czy o tym myślę, czy nie :)

      Usuń

Polub mnie na Facebooku