#joga: Ahimsa, weganizm i jak joginka może jeść mięso

1/01/2015 03:30:00 PM

To jest wpis z SilesYogi (klik), ale pomyślałam, że skoro o jedzeniu, to i tu może się pojawić. Zapraszam!


Nie kupiłabym karpia na Święta. Nie potrafiłabym spojrzeć na żywe stworzenie i wskazać palcem „Tak, poproszę tego”.
Ahimsa znaczy prosto – postępuj tak, by nie krzywdzić, nie dodawaj bólu do świata. Mimo podobieństwa do piątego przykazania („nie zabijaj”), rozumiane jest nieco inaczej – i stąd większość joginek i joginów, a także buddystów, jest wegetarianami lub weganami.
A potem jestem ja. Dużo ludzi zakłada, że nie jem mięsa – niesłusznie. Że nie miałabym nic przeciwko, by nie jeść – jasne; nie musieć odwiedzać sklepów mięsnych, nie musieć mieć tej świadomości, że jem żywe stworzenie, które jak ja jadło, piło i odczuwało, i że nie mogę mieć pewności, że ktoś miał do niego z tego powodu na tyle szacunku, by je zabić w humanitarny sposób. Niekomfortowe jest nie tylko to, że zostało zabite – ale że być może całe jego życie było cierpieniem. Nie czuję potrzeby jedzenia mięsa – wykluczenie go z diety byłoby bardziej niż proste. Niestety, cała reszta nie jest taka prosta.
Z powodu nietolerancji pokarmowych każda potrawa, która nie powoduje bólu, jest dla mnie na wagę złota. Nie mogę jeść na tyle wielu produktów, że odejmowanie jeszcze mięsa sprawiłoby mi naprawdę wiele trudności – zwłaszcza, jeśli nie gotuje się tylko samej i tylko dla samej siebie. Z początku nie z własnej woli, teraz już także z przekonania nie jem żadnego nabiału – czyli większości produktów odzwierzęcych, które nie są mięsem (ani miodem – osobista słabość; ale nie słyszałam jeszcze o pszczelarzu, który by krzywdził pszczoły, wręcz przeciwnie). To jest moja ahimsa – równoważę mięso brakiem nabiału. Połowę cierpienia mniej. Może kiedyś, kiedy moja dieta i żołądek mi na to pozwolą, przejdę na weganizm. Na razie jestem na tyle, na ile mogę.
To nie jest tak, że czuję się lepsza z tego powodu albo że odczuwam potrzebę namówienia wszystkich innych na mój sposób. Dlaczego miałabym to robić? Każdy z nas ma swój własny sposób postępowania i to, co mu się wydaje słuszne. Ja mam swój sposób. Świat jest okrutny, to słyszałam. Ale słyszałam też, że należy być zmianą, którą chce się w świecie widzieć – i wierzę, że odmówienie udziału w kupowaniu jajek (szczególnie tych najtańszych – z chowu klatkowego) czy mleka jest takim malutkim kroczkiem, takim małym podziękowaniem – mnie nikt nie krzywdzi, nikt nie wykorzystuje, a więc i ja postaram się nie krzywdzić i nie wykorzystywać. Niejedzenie tego czy innego produktu jest pewnie tylko jednym ze sposobów wyrażania tego.
Mięsa jem mało jak na polskie standardy i rzadko jako główny element posiłku, raczej jeden z wielu. Wiem wystarczająco wiele na temat sposobów żywienia, żeby wiedzieć, że żeby się najeść, dostarczyć organizmowi odpowiednich wartości odżywczych i zjeść smacznie nie trzeba mięsa wcale. Uwielbiam rośliny, zieleninkę, warzywa, owoce... Kiedyś nie byłam w stanie sobie wyobrazić, jak można nie jeść nic odzwierzęcego – teraz jestem pod wrażeniem, jak wiele można w ten sposób przyrządzić, jak kolorowo, jak różnorodnie, zróżnicować dietę, żyć zdrowo.
Pociąga mnie taki sposób życia. Istotą tego wszystkiego pozostaje ahimsa – nie krzywdź. Nie dodawaj bólu. Jeśli świat jest okrutny, to ty nie musisz mu w tym pomagać. Wydaje mi się, że to dobry cel, dobra motywacja życiowych wyborów, dlatego nie rozumiem ludzi, którzy śmieją się z wegan czy wegetarian. Jeśli to robisz – to krzywdzisz. Jeśli nie rozumiesz – zapytaj albo zostaw w spokoju – bo śmianie się z kogoś dlatego, że stara się nie krzywdzić innych i na swój sposób sprawić, by świat był choć trochę lepszy, świadczy źle jedynie o tobie.
Ahimsa. Na swój własny sposób.

Zobacz również

1 komentarze

  1. Fajnie, że potrafisz znaleźć taką równowagę. Ja jestem weganką dopiero od dwóch miesięcy (głównie ze względów etycznych i zyskaniu pewnej świadomości), ale już nie potrafię sobie wyobrazić, bym kiedykolwiek wróciła do poprzedniego sposobu odżywiania się.
    Co do miodu sama nie wiem- nie jem go, bo dowiedziałam się z kilku źródeł, że np królowej pszczół odrywa się skrzydła by nie odleciała, no a przed zimą zabija się większość populacji bo 'nie opłaca się' ich jakoś w mrozach przetrzymywać. Ile z tego prawdy jeśli chodzi o polskie hodowle- nie wiem, te info dotyczą Stanów Zjednoczonych i większości europejskich państw.
    Jogę zawsze chciałam zacząć ćwiczyć, skuszona wizją rozciągniętego do granic możliwości ciała. Jednak w mojej okolicy nie ma takich zajęć, a w domu się obawiam ćwiczyć, bo podobno na początku potrzeba nauczyciela który by korygował błędy itp. Może jeszcze kiedyś będę miała okazję się na takie lekcje zapisać :)

    OdpowiedzUsuń

Polub mnie na Facebooku