Włosy na treningu - jazda konna, fitness, ćwiczenia na świeżym powietrzu

8/17/2014 08:01:00 PM

Pora na drugą część posta o włosach na treningu. Pierwsza część do znalezienia tu (klik).

Jazda konna
Kto był kiedyś w stajni, wie, że to nie taka prosta sprawa, jak by się wydawało. W zależności od stopnia higieny i porządku, w stajni czeka nas mniejszy lub większy... brud, mówiąc szczerze. Na ujeżdżalniach czy wokół budynków - piasek, w suche dni podróżujący w chmurach wzbijanych kopytami. Kurz. Słoma. Owies. Jeśli jeździmy, to także pot, brud, który mimo starań zawsze przejdzie z konia na nas (choćby był najczystszy pod słońcem!), słabo oddychające toczki bądź kaski, często używane przez wiele różnych osób, jeśli nie mamy własnego (nie polecam; jeśli ktoś z Was jeździ regularnie konno, kupno własnego kasku/toczka powinno mieć priorytet - nie tylko z powodów higieny, ale także bezpieczeństwa). Często jakaś trawa, inne zanieczyszczenia, uszkodzenia mechaniczne... Czyhają na nas też... same konie. Zdarzyło mi się, będąc w stajni, słyszeć opowieści o koniach zjadających radośnie czyjeś włosy - robią tak tylko młodziki, ale jeśli mamy z nimi styczność, warto o tym pamiętać. Oczywiście nie wpadajmy w przesadę czy panikę - konie to jedne z najmilszych zwierząt, z jakimi miałam styczność! Marzy mi się też sesja na koniu - wiatr w rozpuszczonych włosach, te sprawy...
Wracając jednak na ziemię - co z włosami? U mnie sprawdzał się warkocz francuski, chociaż zdarzało się, że wpadał do wody, a i odgarnianie go brudnymi rękami mu nie pomagało. Duszenie się pod kaskiem zostawiało moje włosy w stanie "natychmiast umyć!", prysznic tuż po powrocie ze stajni nie podlega więc dyskusji, nawet jeśli włosy wyschną. Warkocz czeka jednak to, co czeka go i przy sportach walki - uszkodzenia mechaniczne na całej długości. Warto zatem nałożyć jakiś produkt zabezpieczający końce. Inną moją propozycją jest korona z warkocza, a jeszcze lepiej - tiara. Tiara, z racji tego, że jest na czubku głowy, powinna bardziej bezproblemowo niż korona zmieścić się pod kask/toczek (wypróbowałam - wchodzi pod mój kask). Jeśli nie planujemy jeździć - koki, koki, koki! Upięcia. Utrzymywanie włosów blisko skalpu. To znacznie praktyczniejsze niż odczepianie warkocza od zadzioru na drewnianym boksie czy deskach ogrodzenia ;)

Fitness etc.
To właśnie ta dziedzina, w której sprawdzą się tutoriale o sportowych fryzurach. Wciąż musimy oczywiście uważać na zniszczenia mechaniczne, nadepnięcia, pociągnięcia albo zsuwające się z włosów pod wpływem np. podskoków gumki - u mnie w trakcie biegania wszystkie kucyki "uciekają", a do tego niepotrzebnie nadwyrężają cebulki - ale poziom zagrożeń jest znacznie, znacznie niższy. Stąd też i fryzura może być, moim zdaniem, dowolna. Fakt, że może półupięcie z włosami spływającymi na ramię to nie najlepszy pomysł, ale fryzury relatywnie proste, praktyczne, szybkie - to jest to! Odradzam jedynie kucyki - z powodów, które już wymieniłam; nie warto też przerywać ćwiczeń, by poprawić zsuwającą się gumkę, czy dekoncentrować się ignorowaniem jej. Jeśli uprawiamy sport - skupmy się na sporcie!
Co do samego biegania - najbardziej komfortowe są dla mnie warkocze, mimo obijania się o plecy. Może warto związać je miękką gumką, a nie czymś, co zostawi na czubku warkocza porządny "supeł", ale tak poza tym sprawdzają się całkiem dobrze. Nie warto biegać w koku - chyba że takim zrobionym na gumce - bo może się zsuwać, tak jak kucyk.
Po skończonym wysiłku warto się odświeżyć - mgiełką, delikatnym zwilżeniem włosów - albo chociaż pozwolić włosom spokojnie wyschnąć. Ja je rozplatam i zostawiam luźno aż staną się całkiem suche.

Ćwiczenia na świeżym powietrzu
Szczególnie popularne, oczywiście, latem. Chyba że mamy na myśli sporty zimowe - niestety, jako że jestem antyfanką zimy, moim sportem zimowym jest jedynie krav maga, do czego przejdę za chwilę.
Jeśli ćwiczymy latem, w pełnym słońcu, pierwszym, o czym należy pomyśleć, to zabezpieczenie włosów produktem z filtrem UV. Ja używam sprayu Advanced Techniques Colour Protection z Avonu (klik) i bardzo go lubię - oprócz zabezpieczania, ładnie wygładza włosy i sprawia, że są podatne na układanie - ale również wiele produktów typu serum zawiera filtr UV, zwłaszcza te przeznaczone do włosów farbowanych.
Inną rzeczą, o której myśli chyba niewiele osób - w tym i ja nie myślałam, póki mi się nie zdarzyło - jest skóra głowy wystawiona na działanie promieni słonecznych.Wiem, że muszę zakrywać głowę, by uniknąć bólu, ale równie istotne jest noszenie nakrycia głowy, by... nie spalić sobie przedziałka!
Zimą rzadko zdarza mi się trenować na zewnątrz, choć bywają takie treningi. Warto wtedy pamiętać o czapce - a więc i fryzura musi się pod nią zmieścić - i zabezpieczyć resztę włosów jakimś mocniejszym produktem, bo mogą nasiąknąć od pełnego zanieczyszczeń śniegu, a najlepiej spiąć je tak, by spod czapki wystawała minimalna ich część - niski kok, warkocz związany w supeł.

Nie przychodzi mi do głowy inna dziedzina, o której mogłabym coś powiedzieć. Jeśli trenujecie crossfit - najlepiej chyba wybrać fryzurę podobną do fryzury do sportów walki, ewentualnie warkocze, bo rozpuszczone włosy czy kucyki mogą być narażone na wyrywanie, ocieranie o podłogę, szarpnięcia i tym podobne.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania lub szukanie odpowiedniej fryzury na swój własny trening - dajcie znać w komentarzach, postaram się pomóc! :)
A może macie swoje ulubione fryzury?

Zobacz również

0 komentarze

Polub mnie na Facebooku