Garnier Goodbye Damage serum i zapowiedź Gliss Kur Ultimate Color eliksir

8/20/2014 02:01:00 PM

Znowu trochę mówienia o produktach, tym razem o moim pierwszym produkcie do zabezpieczania końcówek i szybka prezentacja wykorzystująca okazję, by pokazać, jaki będzie następca tego serum.

Używam serum Garnier Goodbye Damage (klik) od pięciu miesięcy, tak na oko, bo niestety nie pamiętam dokładnej daty - wtedy jeszcze nie było to dla mnie istotne. Wybierałam trochę na ślepo - wyglądało dobrze, uznałam, że czemu nie. 

Cena to około 15 zł/50 ml. Skład (za wizaz.pl): Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Parfum/Fragrance, Eugenol, Limonene, Linalool, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Metyhlpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Amyl Cinnamal, Phyllanthus Emblica Fruit Extract (Fil C158148/1).

 Nieszczególnie imponujący - końcówki zabezpieczy, ale rzekomy olej amli znajduje się nie tylko po zapachu, ale i w ogóle na końcu składu. Kupując, nie patrzyłam na skład, bo i tak by mi nic nie powiedział ;) 

Co obiecuje producent? Mniej rozdwojonych końcówek, scalanie tych już rozdwojonych. To pierwsze działa, to drugie - ani trochę. Zaskoczyłam kogoś tym stwierdzeniem? 
Kiedy zaczęłam używać tego serum, wierzchnia warstwa moich włosów miała końcówki mocno porozdwajane. Na początku lipca wycięłam je i pielęgnowałam w ten sam sposób, z tą różnicą, że zaczęłam sypiać w spiętych włosach. W tej chwili końce pojedynczych włosków rozdwajają się, ale całość ma się znacznie lepiej. Dół jak się nie rozdwajał, tak się nie rozdwaja. Nie wiem, ile w tym zasługi serum, szczerze mówiąc. Na pewno pomogło przy tych wszystkich treningach krav magi na dworze i innych cudach.

Używam go na suche włosy, nie żałując sobie - po solidnej kropli na połowę włosów, czasem ciut więcej (w zależności od tego, co zamierzam robić i w jakim humorze są włosy), a wystarczy spokojnie na pół roku. Konieczne jest rozczesanie włosów szczotką z włosia, żeby je równomiernie rozprowadzić, bo inaczej skleja pasma.

Goodbye po lewej, po prawej włosy umyte poprzedniego dnia.

Lubię je szczególnie za wygładzenie i powściągnięcie niesfornych kosmyków - przydaje się szczególnie w trakcie robienia fryzury. Krótsze włoski czy baby hair nie odstają na wszystkie strony, włosy nabierają "ciała", dzięki czemu rzeczywiście mogą lepiej się błyszczeć.

Goodbye po prawej, po lewej umyte poprzedniego dnia.

Przyjemnie pachnie i dobrze się je nakłada. Jest wydajne; trzeba uważać, żeby nie przedobrzyć - ale w razie pomyłki można spróbować je nieco wyczesać. Zabezpiecza końcówki, wygładza włosy. Ale skład ma średnio imponujący, dlatego kolejny raz kupię je tylko, jeśli nie znajdę niczego innego.

A cóż to jest "coś innego"? Postanowiłam poszukać czegoś z ciekawszymi składnikami i przypomniałam sobie wtedy o poście Henrietty o eliksirze Gliss Kur Ultimate Color (klik). Mam dobre doświadczenia z Gliss Kurem, a Henri jest bardzo przekonująca, więc się skusiłam.

Eliksir jest przeznaczony teoretycznie do włosów farbowanych, ale w niczym to nie przeszkadza moim własnym włosom, by się z nim polubić. Ja zakochałam się absolutnie, kiedy go powąchałam - pachnie nieziemsko!

Cena bardzo się różni; ja zapłaciłam w Rossmannie 18,99 zł/75 ml. Skład: Cyclomethicone, Dimethiconol, Helianthus Annuus Seed Oil, Octocrylene, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Parfum, Linalool, Anise Alcohol, Cl 40800.

Goodbye po lewej, Gliss Kur po prawej.

Nie wiem jeszcze, jak dokładnie się sprawdzi, ale po dwóch użyciach i takim składzie mogę mieć pewne nadzieje. Jest rzadszy niż GD, więc łatwiej go nałożyć i nie oblepia tak włosów. Nie trzeba go też - chociaż i tak to robię - rozprowadzać jakoś szczególnie szczotką z włosia. Włosy są miękkie i błyszczące, trochę lżejsze niż po GD. Zobaczymy. Chwilowo cieszę się, że zapach utrzymuje się do końca dnia.

Goodbye po prawej, Gliss Kur po lewej.

Zobacz również

0 komentarze

Polub mnie na Facebooku