Krav maga i joga - włosy na treningu, cz. I

7/31/2014 07:52:00 PM

Pokazywałam kiedyś fryzury na trening: leniwca i zwyczajową; na zdjęciu wersja leniwcowa, czekająca na zawiązanie w kok.
Dzisiaj trochę pogadam o włosach na treningu: jakie są zagrożenia dla włosów, jaką fryzurę wybrać, jak włosy ochronić.

Wiele zależy od typu treningu - inaczej zadbamy o włosy na basenie, inaczej na ringu, a inaczej w stajni. Zasada jest jednak prosta - mają nie przeszkadzać, a najlepiej, żeby się do tego nie niszczyły. Albo odwrotnie, zależy, kto ma jakie priorytety; faktem jednak pozostaje, że kiedy uprawiamy sport, włosy schodzą na dalszy plan. I to często, niestety, widać, a skutki bywają opłakane.
Robiąc fryzurę na trening, musimy pamiętać nie tylko o tym, by dobrze zabezpieczała włosy przed tym, co chcemy im sprawić, ale także by dobrać ją odpowiednio do ćwiczeń i w nich nie przeszkadzała, oraz - o czym bardzo często się zapomina - by nie przeszkadzała innym!

Krav maga i sztuki walki

Krav maga (dla ciekawych) jest najbliższa memu sercu i to jej poświęcę najwięcej miejsca; pod tę kategorię łapią się jednak również inne sztuki walki.
Krav maga jest systemem walki, rodzajem samoobrony, toteż nie obchodzi się ze studentami przesadnie łagodnie. Pracujemy zarówno na stojąco, jak i na leżąco (w parterze, tzn. kiedy zostaliśmy na przykład przewróceni), bardzo kontaktowo (nieobce są wszelakie uchwyty głowy, zwarcia), bardzo istotne są szybkość i ciągły ruch. Trening krav magi jest stosunkowo męczący i wymagający (chociaż wszystko zależy od indywidualnego podejścia).
Choć bezpośrednio trening uwzględnia włosy bardzo rzadko, pośrednio wystawia je na dość dużo zagrożeń, porównując z innymi sportami. Mój warkocz - mniej więcej tak ścisły, jak na zdjęciu - wraca z treningu porządnie rozczochrany, prawie, jakbym chciała go rozciągnąć na boki; zwłaszcza końcówki pojedynczych włosów wyciągniętych ze splotu narażone są na uszkodzenia (przez co po jakimś czasie niestarannego traktowania nabawimy się połamanej wierzchniej warstwy włosów). Oprócz tego czysto mechanicznego efektu, włosy oczywiście mają styczność z potem (nie tylko własnym); poza tym mogą być przypadkowo pociągnięte czy szarpnięte, można samemu je sobie przydepnąć (nie tyle nogą, co ręką - parter!), otrzeć i połamać o parkiet bądź partnera i tak dalej. Trochę się pobrudzą, dlatego konieczne jest umycie ich po każdym treningu, by pozbyć się potu, brudu z rąk, ewentualnego kurzu i tym podobnych.
Najczęściej widuję na treningach kucyki z ześlizgującą się gumką albo rozczochrane warkocze. Swego czasu szukałam pomysłów na fryzury sportowe, które mogłyby sprawdzić się na treningu, ale niestety pomysły internetu nie obejmowały wymogów krav magi.
Nie ma chyba bardziej nieodpowiedniej fryzury niż kucyk - równie dobrze można ćwiczyć w rozpuszczonych włosach! Ilość zniszczeń będzie bardzo zbliżona, no i należy jeszcze doliczyć włosy wyrwane gumką i zmechacone ciągłym jej podciąganiem do góry. Przy okazji włosy z kucyka mogą wpadać do oczu - tobie lub twojemu sparringpartnerowi! Pamiętaj też, że przerywanie ćwiczenia, by poprawić fryzurę, świadczy o tym, że ta fryzura nie nadaje się do ćwiczeń.
Nieodpowiedni wydaje mi się również kok - przeszkadza w ćwiczeniach w parterze i obchwytach/uchwytach głowy, poza tym większość koków wymaga użycia wsuwek bądź innych spinek, które mogą wylecieć i w najlepszym przypadku po prostu cię dekoncentrować. Być może osoby z naprawdę krótkimi włosami mogą jednak je wypróbować - szczególnie te wersje, które można zrobić jedynie przy użyciu gumki lub gumki i jednej spinki.
Warkocz wydaje się najlepszym rozwiązaniem - szczególnie francuski lub holenderski - przy włosach nieco dłuższych niż za ramiona i podobnych. Długość warkocza nie powinna jeszcze w żaden sposób przeszkadzać, a i końcówek jest znacznie mniej i są utrzymane z dala od "centrum akcji". Na moich włosach warkocz sprawdza się już średnio - żyje własnym życiem i przeszkadza przy dynamicznych ćwiczeniach; w parterze deski parkietu mogą łapać i łamać włosy, warkocz może być nadepnięty i tak dalej; no i mnie osobiście wirujący wokół mnie warkocz denerwuje, bo chcę się jednak skupić na czymś innym w czasie treningu.
Moim rozwiązaniem dla długich włosów jest fryzura, która ma dwa warianty:
wariant a) to dwa warkocze holenderskie/francuskie zaplecione na karku w jeden tak, by między ich splotem a głową została minimalna przerwa, przez którą następnie przeplatam warkocz; koniec warkocza przeciągam przez powstałą pętlę poniżej i dowolnie (jak mi się złapie) związuję gumką a la kok;
wariant b) to dwa warkocze holenderskie/francuskie, które następnie zawiązujemy na supeł; koniec warkoczy przekładam przez pętlę między supłem a głową i związuję podobnie do wariantu a), nie ma to większego znaczenia.
Oba warianty zapewniają włosom największą ochronę - zabezpieczone w warkoczach, nie zostaną rozczochrane, ponieważ utrzymuje je na miejscu supeł-kok, wolny od spinek; niezależnie od tego, jak ciasny jest kok (a powinien być jak najciaśniejszy), nie wyrywa on włosów i nie osłabia cebulek, bo skóry głowy dotykają jedynie warkocze. Fryzura trzyma włosy na miejscu, dzięki czemu nic nie hamuje ruchów, jej niskie umiejscowienie (na karku) pozwala położyć głowę płasko na ziemi, a jej ruchomość (kok mimo wszystko "dynda" na bazie dwóch warkoczy) sprawia, że bez problemu można wykonać techniki angażujące głowę. Ciasno splecione warkocze dodatkowo przytrzymują włosy, dzięki czemu nie wpadają do oczu.

A w zamian za wszystkie niewygody, krav maga nauczy Was między innymi tego, jak poradzić sobie z uchwytem za włosy! O, na przykład tu jest filmik. (ang.)

Joga

Jogi nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Zaczęłam ją ćwiczyć stosunkowo niedawno, dla siebie, w domu, i wciągam się coraz bardziej. Podbiła moje serce z zaskoczenia - nie doceniłam siły jej statycznych, mierzonych oddechami ćwiczeń, które zostawiły mnie ociekającą potem i pełną entuzjazmu. Chociaż ćwiczenia są naprawdę wymagające - przynajmniej niektóre - to jednak pozbawione gwałtownych ruchów, w pełni kontrolowane.
To właśnie ten brak pośpiechu i świadomość każdego ruchu sprawiają, że joga jest zupełnym przeciwieństwem (włosowym i nie tylko, choć i w krav madze jesteśmy świadomi swoich ruchów ;) ) krav magi - dzięki temu nie wymaga specjalnej fryzury i możemy ćwiczyć w tym, w czym nam najwygodniej. Należy uważać, by włosów nie przydepnąć lub nie pociągnąć, pewne wątpliwości budzi też zamiatanie włosami podłogi (zwłaszcza, jeśli nie używamy maty, a mamy np. stary drewniany parkiet - drewno szczególnie lubi łapać i przez to łamać włosy, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się gładkie), poza tym nie zauważyłam większych zagrożeń. Na pewno trochę się spocimy, ale nie do tego stopnia, by wymagało to w najgorszym wypadku szybkiego przepłukania, nawet samą wodą. Ja szczególnie lubię po skończonych ćwiczeniach rozpuścić włosy i pozwolić im wyschnąć.
Przy fryzurach do jogi możemy zatem pofantazjować i tu już sprawdzą się wszystkie te tutorialowe "fryzury sportowe" - kucyki (ale znów - uwaga na końce!), warkocze, koki, upięcia... Czasem ćwiczę nawet w rozpuszczonych włosach - zmusza mnie to do jeszcze większej samokontroli i uwagi, bo muszę patrzyć, gdzie akurat przebywają moje włosy, ale jest to niewątpliwie jeden z bardzo przyjemnych sposobów relaksacji.

W części drugiej - jazda konna, fitness, ćwiczenia na świeżym powietrzu.

A Wy? Jakie macie ulubione fryzury treningowe? A może jest sport, którego nie wymieniłam, a powinnam opisać?

Zobacz również

0 komentarze

Polub mnie na Facebooku